wtorek, 13 grudnia 2011

Głupie zasady

"Bo ty żyjesz według jakichś swoich głupich zasad" - usłyszałem wczoraj od swojego syna. Z jednej strony ucieszyłem się, że on te zasady dostrzega, z drugiej zasmuciłem. Wiem oczywiście, że w jego wieku absolutnie nieodzowną podstawą egzystencji jest kontestowanie rodziców, kimkolwiek by nie byli. Mimo wszystko...

Te głupie zasady to fakt, że nie pozwalam mu przenieść się na ostatni semestr do szkoły, w której jego matka załatwiłaby mu lepsze oceny. To, że nie pozwalam mu jeździć na gapę. Że nie zgadzam się na postawienie kieszonkowego w zakładach sportowych (a tak, takie pomysły ma nasza "dzisiejsza młodzież"). To także to, że spłacam pożyczkę, której teoretycznie nie muszę bo mi jej nikt nie udowodni, że daję czasem kilkaset złotych na cele charytatywne a jemu "żałuję" na luksusowe buty.

Próbuję mu tłumaczyć, że wartość człowieka poznaje się w takich codziennych sprawach a nie w wielkich słowach. Że nie należy szukać łatwych rozwiązań, skrótów, sposobów na dorobienie się bez wysiłku. Że kto jest wierny w małej rzeczy, ten i w ważnej nie zawiedzie? Ale to tylko słowa.

Zawsze byłem zwolennikiem teorii, że dzieci uczą się tego co robią ich rodzice, a nie tego co mówią. Że te zasady przesiąkają potem w ich dorosłe życie właściwie bez udziału ich świadomości. Że te mechanizmy wypracowują się poprzez działanie a nie tłumaczenie. Czasem jednak trzeba próbować tłumaczyć. I w takich chwilach tęsknię do czasów, kiedy jedyne, co musiałem mu tłumaczyć, to dlaczego nie należy jeść słodyczy przed obiadem. Ech!

Pisałem niedawno o tym, że trudno jest być chrześcijaninem. Teraz przedstawiam dowód - tym donioślejszy, że dotykający spraw najważniejszych, najbliższej sercu osoby: własnego dziecka.

Faktycznie trudno, kiedy środowisko, koledzy, nawet rodzona matka oferują prostsze wyjścia, bardziej efektywne rozwiązania. Wydawałoby się - nic złego w zakładach przecież. Te kilka złotych tygodniówki to nie są wielkie pieniądze, a można je podwoić bez wysiłku. A wyższe oceny w ostatniej klasie gimnazjum to większe szanse na dobre liceum, lepszy start w przyszłość... No jak można czegoś takiego dziecku odmówić?

Cieszę się, że mój syn dostrzega, że nie zabraniam mu różnych rzeczy przypadkowo, że kierują mną jakieś zasady. Będę się modlił, żeby pewnego dnia dostrzegł, że one wcale nie są takie głupie. A może są? Czasami sam już nie wiem. Tyle tylko, że nie potrafię postępować inaczej.

Dla tych co lubią country i znają angielski - taka piosenka, którą bardzo bym chciał kiedyś od niego usłyszeć...

18 komentarzy:

  1. mamba09:48

    Wreszcie raz się mogę z Tobą zgodzić, Przyjacielu. To trudne chociaż nie niemożliwe. Teraz wkraczasz w najtrudniejszy okres rodzicielstwa ale te same rady obowiązują: konsekwencja i cierpliwość. Ja myślę że Twój chłopak załapie jak tylko minie mu okres buntu. To nie jest głupi dzieciak i pewnie jeszcze się musi parę razy sparzyć żeby zrozumieć.

    Kiedyś też spotka w życiu takiego naciągacza, zacznie się tym brzydzić i dotrze do niego że tylko absolutna uczciwość jest coś warta, również w małych sprawach. Dorośnie do tego, zobaczysz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cóż, nie sądziłem że ona będzie miała na niego aż taki wpływ...

    Dzięki za słowa pocieszenia bo muszę przyznać, że chwilami tracę nadzieję. Wiem, że mimo wszystko brak mi perspektywy, że nie zawsze łatwo mi dostrzec szerszy obraz. Masz rację, że cierpliwość i konsekwencja ale nie jest to łatwe czasami.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Że nie zgadzam się na postawienie kieszonkowego w zakładach sportowych"
    - zastanawiam się czy to na pewno takie dobre. Jeśli byś mu powiedział - OK, rób co chcesz z kieszonkowym, ale jak przegrasz wszystko na zakładach, to nie płacz, że nie miałeś farta, tylko pamiętaj, że więcej nie dostaniesz. Pewnie skończy się na tym, że pierwsze kieszonkowe przegra w całości, ale w tego typu sytuacjach ludzie najlepiej uczą się na własnych błędach.

    OdpowiedzUsuń
  4. Heh. A co bym zrobił, gdyby jednak wygrał? :D

    A poważnie: problem z hazardem nie polega na tym, że można nie mieć farta. To akurat jest oczywiste, nawet dla mojego syna i nie sądzę, żebym musiał jeszcze go tego uczyć.

    Rzecz w tym, że chęć udziału w grach hazardowych znamionuje on bardzo niebezpieczne podejście do życia. A mianowicie, mówiąc bez ogródek, poszukiwanie sposobu jak zarobić a się nie narobić. I to jest to, czego ja nie akceptuję.

    Niemniej, dziękuję za radę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mamba pisze o konsekwencji i cierpliwości - zasadach, które rzeczywiście są podstawą!

    Wiem, że dobrze się pisze i radzi, ale z praktyką jest czasem bardzo trudno - i tu nie ma mocnych:)

    Osobiście wierzę, że modlitwa o dzieci jest niezawodnym i pewnym ratunkiem - tam, gdzie nam brakuje mądrości, cierpliwości i konsekwencji.

    I jeszcze coś - dzieci często manipulują rodzicami i wpędzają ich w oskarżenia. I to jest coś, co w dużym stopniu utrudnia bycie konsekwentnym...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale jednak go czegoś nauczyłeś, przyznaj się. Z tego co kiedyś o nim pisałeś to chłopak nie pali, nie używa nie rwie się za bardzo do bicia? Jakieś zasady już mu przekazałeś. Nie wymagaj żeby od razu był mądry i doświadczony.

    OdpowiedzUsuń
  7. Cóż, na dzień dzisiejszy trochę ma poustawiane, nie przeczę temu. Nie pali bo mu nie smakuje, czasem popija piwo z kolegami. Narkotyków się boi, w okultystyczne bzdury typu numerologia czy przyciąganie sukcesu energią myśli nie wierzy. Nie kradnie, na ogół nie kłamie, ma niezłe poczucie sprawiedliwości więc słabszego nie zaatakuje. Dziewczyny go jeszcze nie bawią specjalnie - to dopiero przed nami.

    Generalnie nie narzekam. Boję się tylko, że gdzieś tam po drodze jednak zwycięży w nim ta jakaś pokusa szukania łatwych rozwiązań, drogi na skróty... czy ja wiem jak to nazwać? Zagubienia wartości w pogoni za sukcesem. Bo o to naprawdę łatwo. I niestety, szkoła od najmłodszych lat uczy bardziej cwaniactwa niż uczciwości. Ale to już temat na oddzielną notkę.

    OdpowiedzUsuń
  8. "Serce dla człowieka jest
    tym czym słońce dla świata."
    W tym cytacie jest coś dla
    Ciebie pamiętasz,pozdrawiasz,
    życzysz, nie patrząc czy
    w zamian coś otrzymujesz,
    dlatego sercem za to
    Ci przyjacielu dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak to już niestety jest, że Ci, którzy przestrzegają Bożych zasad (nie dlatego, żeby "kupić sobie" zbawienie, ale z miłości do Niego - piszę to, bo dla wielu osób nie jest to takie oczywiste) są postrzegani przez świat albo jako głupcy, albo nawet jako szaleńcy. "A na tym polega sąd, że światłość przyszła na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność, bo ich uczynki były złe. Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światłości i nie zbliża się do światłości, aby nie ujawniono jego uczynków." (Ewangelia Jana 3, 19 - 20). Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Agatko, też Ci dziękuję za ciepłe słowa. Jesteś samym uśmiechem. Nie wiem, jak zachowujesz taką pogodę w te trudne dni, ale modlę się za Was i w tę wigilię dodatkowy talerz na moim stole będzie stał dla Ciebie.:)

    Zim, no właśnie ja nawet nie do końca umiem powiedzieć, czy to są te Boże zasady. Bardzo, ale to bardzo daleko mi do świętości i wielu - nawet tych uważanych w moim Kościele za ważne - nie jestem w stanie przestrzegać. A i w drugą stronę jakbym tak kiedyś chciał się wyspowiadać z przejechania kilku przystanków bez biletu... Heh! Kiedyś spróbowałem... Nie ma o czym mówić.

    A dla mnie to właśnie ważne. Nie oszukiwać kanara, nie przekraczać prędkości, nie kłamać kiedy łatwiej jest coś zmyślić na poczekaniu zamiast powiedzieć prawdę. Pieniądze mieć z własnej pracy, nie załatwionej przez znajomego, z oszczędności a nie z kredytu, itd.

    Z jednym w Twojej wypowiedzi się zgodzę: na pewno nie próbuję w ten sposób na nic zasłużyć z tej prostej przyczyny, że nawet nie wiem, czy w oczach Boga to są w ogóle jakieś zasługi. Może to tylko małostkowość jakaś?

    Ale to moje, taki jestem i nie potrafię się zmienić. Nawet nie chcę bo to mnie jakoś definiuje dla samego siebie. I jak każdy chciałbym przekazać swojemu dziecku to, co jest dla mnie najważniejsze.

    I właśnie to okazuje się najtrudniejszym zadaniem.

    OdpowiedzUsuń
  11. Liam, ja myślę, że dzieci bardzo potrzebują usłyszeć od swoich rodziców takie proste słowa zachęty, pochwały czy nawet podziękowania:)
    To im dodaje skrzydeł!
    Niestety, często rodzice zapominają o tym - częściej krytykują, mało chwalą. A one potrzebują tych słów.

    Piszę o tym, bo napisałeś o Swoim synu "Cóż, na dzień dzisiejszy trochę ma poustawiane, nie przeczę temu". Człowuieku - dziękuj Bogu za niego i bądź wdzięczny bo masz naprawdę powód:))

    I... mniej narzekaj:))

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja narzekam? Nie miałem takiego zamiaru. Raczej lękiem o jego przyszłość chciałem się podzielić. Bo wiesz, chłopak ma piętnaście lat, dopiero zaczynamy ten najtrudniejszy okres budowania jego człowieczeństwa i czuję się jakby trochę nieprzygotowany. Pewnie jak każdy rodzic. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie chciałam Cię dotknąć:)

    Wiesz, nie musisz żyć z lękiem o przyszłość syna. Masz Pana, któremu możesz całkowicie zaufać. Oddaj Swojego syna w Jego ręce i nie bój się.

    To, co piszę nie jest jakąś mrzonką. To wskazówka, jaką daje nam Bóg.

    On wie, że Ty nie jesteś w stanie wszystkiego przewidzieć. Nie jesteś w stanie być zawsze ze Swoim synem, by go chronić itd.
    Zaufaj Panu Liam. Bog bardzo kocha Twojego syna. I kocha Ciebie. Wie, czym się trapisz.
    Ale Bóg jest większy, niż Ty. On nikogo nie zawiódł. Nikogo, kto Mu zaufał:))

    Doooobranoc:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bo to nie zawsze "feels like love";) Twoi rodzice też cię nie raz wkurzali, nie? Wszyscy dorastamy dopiero żeby docenić co dla nas zrobili jak sami jesteśmy dorośli.

    Ale wiesz to już jest chyba ten wstęp do dzieła "I ty zostaniesz Amiszem" :))) Ja bym też machnęła ręką na te zakłady.

    OdpowiedzUsuń
  15. Bo człowiek ze swojej natury nie potrafi być doskonałym. Dlaczego o tym piszę? Bo takie wymagania stawia Bóg w swoim Słowie - dążcie do doskonałości, a jako wzór mamy Chrystusa. No chyba że ktoś chce wypełnić całe Prawo, wszystkie 613 przykazań - życzę powodzenia :) Dlatego zbawienie jest z łaski, a nie z uczynków, bo gdyby miało być z uczynków, kiepsko by to wyglądało. Ale gdy przyjmujemy Chrystusa, nasza stara natura stopniowo umiera i coraz bardziej panuje nowa - czasem szybciej, czasem wolniej. Cieszę się, że wierzysz w Boga, że starasz się być Mu posłusznym - a czy ufasz Bogu? Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Heh! Zim, pisaliśmy jednocześnie: ja u Ciebie, Ty u mnie...

    Tu mamy punkt styczny - przynajmniej teoretycznie - w naszych denominacjach. Bo niby KK też zakłada, że zbawienie jest z łaski. Ale i uczynki ceni - te podejmowane z miłości.

    Czy ufam? No właśnie z tym mam problem. Bo najpierw musiałbym zaufać sobie, że Go słyszę i rozumiem. A to nie takie proste.

    Kama, chyba mam przed sobą jeszcze trochę do tego Amisza. Chociaż nie powiem, ich życie mnie fascynuje. Przynajmniej jest bezkompromisowe, bardziej jednoznaczne, a przez to prostsze. Tylko... ja jednak lubię technologię i w nauce upatruję wiele szans na rozwój ludzkości. Tak, że chyba nic z tego. Ale się staram. :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Liamie, żeby zaufać Bogu, nie trzeba ufać sobie. A wprost przeciwnie - może właśnie wtedy łatwiej jest Mu zaufać, gdy zobaczymy "ciemną stronę" nas samych.
    Co do nauk KK i Biblii, niestety po raz kolejny nie mogę się zgodzić. Żadne nasze uczynki nie zagwarantują nam zbawienia, choćby nie wiem jak najlepsze - o tym można przeczytać w Liście do Rzymian i nie tylko. Łaska i tylko łaska - bo nikt z nas nie jest doskonały i wszystkie nasze czyny są jak "szata splugawiona" jak pisał prorok Izajasz. Przy czym dodam, że polski tłumacz bardzo łagodnie oddał prawdziwe znaczenie tych słów :) Bo w oryginale te hebrajskie słowa oznaczają (tu podaję bardziej politycznie poprawną wersję) brudną tkaninę używaną podczas menstruacji.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Aj, coś się nie zrozumieliśmy, Zim. Kościół katolicki nigdzie nie twierdzi, że jakiekolwiek uczynki coś nam gwarantują. Ja też tego nie powiedziałem. To może tkwi czasem w naszej ludzkiej naturze, bez względu na denominację, że jakoś usiłujemy sobie zasługiwać? Sama o tym zaczęłaś :)

    A ja o uczynkach wspomniałem w kontekście listu Jakuba: "Tak jak ciało bez ducha jest martwe, tak też jest martwa wiara bez uczynków," i chodziło mi raczej o ocenę w tej kolejności: skoro kocham - czynię, a nie czynię - to będę kochany.

    Zaś zaufanie... no, to temat rzeka. Może powinienem o tym kiedyś oddzielnie napisać.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.