czwartek, 15 grudnia 2011

Adwent

W związku ze zwróconą mi niedawno uwagą że ostatnio dużo narzekam, przejrzałem swoje ostatnie notki i faktycznie, wychodzi na to, że mi się tam pozbierało. Co jest w sumie dziwne, zważywszy że absolutnie nie czuję się w nastroju do narzekania. Nawet moja zwykła jesienna chandra oszczędziła mnie po raz pierwszy od ładnych kilku lat, być może dlatego, że jednak trafia się słoneczny dzień pomiędzy typową listopadową szarością? Niemniej, przywołany do porządku, przestaję narzekać i postaram się zdać raport z tegorocznego adwentu.

Mija mi on jakoś bez szczególnych nawróceń, bez wielkich oczekiwań czy dzielnych postanowień. Ot, taki okres oczekiwania na coś miłego, dobrze znanego ale wytęsknionego. Zapowiadają mi się spokojne, rodzinne Święta (czego i Wam wszystkim serdecznie życzę) o ile naturalnie nie przytrafi się po drodze jakaś wielka katastrofa. Na to jednak póki co się nie zanosi.

Poważnie. Wiem, że są tacy, którzy znienawidzą mnie po tym stwierdzeniu, ale ostatnio moim jedynym problemem jest łupież. Jak babcię kocham. Widać Pan Bóg uznał, że póki co dość się w życiu namęczyłem i postanowił mi zafundować chwilę spokoju. Przy okazji - te wszystkie szampony przeciwłupieżowe, włącznie z nizoralem są do kitu. Konia z rzędem temu, kto mi poda porządny sposób na pozbycie się łupieżu!

Poza łupieżem, jeden z tematów tegorocznych rekolekcji zainteresował mnie szczególnie. Właściwie bez żadnych osobistych powodów, ot, chyba jako kolejna rzecz, którą Bóg postanowił mi powiedzieć. A chodzi mianowicie o występowanie zła na świecie. Wiem, temat rzeka i można go studiować całe życie. Choć chyba nie warto. Ale chciałem przedstawić tu pewien aspekt całej sprawy.

Myślę sobie że często, kiedy spotyka nas coś złego, automatycznie uznajemy to zło i idziemy dalej w poczuciu niesprawiedliwości. Rzadko kiedy przystajemy, żeby zastanowić się, czy to w nas nie tkwi źródło problemu. Zwłaszcza, kiedy podobna sytuacja przytrafia nam się po raz kolejny.

Jeśli pójdę do sklepu i ekspedientka na mnie burknie, to naturalnie założę, że ma po prostu zły dzień i nie poświęcę temu zdarzeniu więcej uwagi. Ale jeśli tego samego dnia, inna ekspedientka w innym sklepie zrobi to samo, a potem następnego dnia jeszcze raz, to czy nie powinienem sprawdzić, czy to przypadkiem ja nie zawiniłem? Może miną, może tonem głosu, czymś taką reakcję zapewne sprowokowałem.

Naturalnie najdalszy jestem od twierdzenia jakie wysnuwają niektórzy, że zgwałcona kobieta sama jest sobie winna bo na pewno sprowokowała. Oczywiście że jest na świecie zło, które nas spotyka bez żadnej winy z naszej strony. Ale myślę, że warto się nad sobą częściej zastanawiać. Czasy, w których żyjemy, dzisiejszy świat tak nakierowany na humanitarność, podkreślający prawa człowieka, zbyt często daje nam łatwą odpowiedź: to oni są winni, kimkolwiek by owi "oni" nie byli.

"Jak możesz mówić swemu bratu: Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku, gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka swego brata."

(Łk6:42)

12 komentarzy:

  1. Jakoś tak od października powraca do mnie zagadnienie zawinionego przeze mnie zła. I tak, czasem zdarza się, że nawet nieświadomie prowokujemy w innych zachowanie, które później odbieramy jako nieuprzejmość, przykrość itd innych.

    OdpowiedzUsuń
  2. pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  3. Na łupież dobry jest szampon Selsun Blue - można go kupić w aptekach :)
    A co do zła, to na ten temat książki można pisać. I tego zła dnia codziennego, typu wkurzona ekspedientka, aż po zło w stylu wojen, epidemii i głodu.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hi hi! Na łupież najlepsze jest wszystko co z dziegciem: szampon, mydło, odżywka. Cuchnie wstrętnie ale jest skuteczne.

    OdpowiedzUsuń
  5. Polecam wyciąg z pokrzywy, działa nawilżająco i przeciwzapalnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Heh! To sobie dla odmiany pogadamy o łupieżu... A swoją drogą, czyż to nie piękny przykład chrześcijańskiego miłosierdzia? Człowiek zwierza się wstydliwie z jednego problemu i zaraz, bez względu na wyznanie wszyscy służą pomocą! :D

    Zim, wypróbuję ten szampon, dzięki. Dziegciu zużyłem już ze dwa litry i nic nie pomaga. Pokrzywę to mi chyba babcia aplikowała... z jakimś spirytusem chyba bo piekło potwornie, ale działało. Jest taka miła pani w mojej aptece to popytam. Jej to już chyba nic z mojej strony nie zdziwi.

    A w sumie to pewnie najbardziej by pomogło, gdybym swojej suczce zabronił wylegiwania się na mojej poduszce... Ale ona jest taka przymilna, że trudno jej odmówić. Kokietka straszna.

    Serdeczne Bóg zapłać za dobre rady. Jak coś pomoże, to napiszę i się możemy o tego konia potargować. Tm bardziej, że na wiosnę zaczynam naukę jazdy. Yuhuu!

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam serdecznie
    Cieplutko pozdrawiam i życzę
    miłego Piątku oraz wspaniałego
    weekendu, pełnego słoneczka,
    radości i samych pięknych chwil
    w gronie Rodziny , Znajomych i Przyjaciół

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadzam się z Tobą. Zmiany, dobrze jest zacząć od siebie. Często pracując nad sobą, zaczynamy dostrzegać u innych ludzi coś, czego wcześniej nie widzieliśmy. Zaczynamy rozumieć, rodzi się współczucie, zrozumienie. Pozrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Jesteś pewien że to "czasy w których żyjemy" i "dzisiejszy świat?" Moim zdaniem to po prostu nasza natura żeby zwalać na innych odpowiedzialność za własne błędy. Tak było jest i pewnie długo jeszcze tak będzie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie, Mona, nie powiedziałem, że to tylko czasy. Owszem, taka jest nasza natura, ale czasy w których żyjemy jakby idą jej na rękę. Sam jestem zwolennikiem praw człowieka i humanizmu w ogóle, ale nie do tego stopnia, żeby człowieka stawiać w centrum jako cel sam w sobie. Celem chrześcijanina jest Bóg i dla Niego powinniśmy umieć poświęcić coś z samych siebie. Jeśli tego nie umiemy, to jesteśmy oświeconymi ateistami, ale to nie jest świat, jakiego bym chciał.

    OdpowiedzUsuń
  11. Anonimowy19:57

    Na łupież polecam wodę brzozową. Jak ci babcia aplikowała i piekło po spirytusie to na sto procent była woda brzozowa. Stare sposoby działają ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowa, dziękuję! Jak nic uratowałaś mi życie. A przynajmniej moim czarnym kołnierzykom. Faktycznie, to była woda brzozowa.

      Stokrotne dzięki. Taki drobiazg, a cieszy. Zaraz jutro lecę kupić

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.