poniedziałek, 20 września 2010

Sny o Bogu

Poproszono mnie żebym napisał trochę więcej o swoich snach. Łatwe to to nie jest, bo doprawdy trzeba byłoby być poetą albo malarzem – a najlepiej jednym i drugim – żeby oddać to całe piękno, jakie widuję czasem w swoich snach. A przypomnę, że takie sny towarzyszą mi od wielu lat, od dzieciństwa jeszcze. Pojawiają się nieregularnie, raz na kilka lat, czasem seriami. Często kiedy coś ważnego dzieje się w moim życiu.

Najpierw niebo. Ciemnobłękitne, przejrzyste takie jak potrafi być tylko wczesną wiosną, malownicze chmury z rzadka i na krótko przesłaniają Słońce. Piszę słońce wielką literą bo nie jest to ta gwiazda, która świeci nam nad głowami. Tam Słońcem jest sam Bóg. Tak to czułem od pierwszych chwil kiedy zacząłem miewać te sny i dopiero niedawno odkryłem w Apokalipsie wersety o tym właśnie mówiące. Wrażenie tak czy inaczej jest niesamowite. Światło i ciepło słoneczne przenika Cię Bożą obecnością na wskroś. Doświadczenie nie do opisania.

Roślinność, budynki, zwierzęta... napisał o tym C.S. Lewis w ostatniej części opowieści z Narnii – tym samym językiem, jakiego użyłem zanim zostałem zmuszony do przeczytania całej sagi. Jego sformułowanie brzmiało, że wszystko tam (w nowej Narnii) jest takie samo, tylko jakby prawdziwsze. No właśnie. Moja Pani opisywała mi kiedyś podobny sen, w którym spotkała swoje ukochane zmarłe psy. Określiła je że były jakby 200-procentowe. Mnie bardzo się to kojarzy z fragmentem, w którym mowa o tym, że „teraz widzimy niejasno, jakby w zwierciadle.” Tu na ziemi mamy do czynienia z bladym odbiciem tylko tego świata, jaki Bóg dla nas zamierzył.

Ja odwiedzałem najczęściej główne miasto oraz pobliskie wioski i osiedla a także parki i lasy. Mam w głowie całkiem dokładną mapę tych okolic. Byłem tam również nad cudownym morzem i malowniczymi jeziorami – myślę że dlatego, ponieważ to są miejsca, w których najlepiej się czuję, takie, których pragnie moje serce. Naprawdę nie wiem, jak mógłbym opisać radość, i beztroskie szczęście jakie czuję będąc tam. Może przez kontrast?

Otóż, jak niektórym wiadomo, jestem chory, mam ostrą niewydolność serca. Nie tylko wycieczki w góry są dla mnie nieosiągalne, ale często i z osiedlowego spaceru z psem wracam z dużym trudem. Tam, pewnego razu, zarzuciłem rower na ramię i wspiąłem się po bardzo stromym stoku, żeby pojeździć po grani nad urwiskiem. Trzymałem ten rower na plecach i wchodziłem coraz wyżej i wyżej, w ogóle nie czując najmniejszego bólu przy wdechu, żadnej zadyszki, żadnego zmęcznia. Tylko radość wolności. A potem jazda górą gdzie po lewej miałem zbocze porośnięte cudnym lasem a po prawej widok na przepiękne rozlewiska mieniące się na przemian granatem i purpurą w promieniach zachodzącego słońca. Dodajcie do tego jeszcze balsamiczne powietrze, absolutną ciszę akcentowaną tylko śpiewem ptaków i rozpierającą radość i energię tak, że mógłbym latać.

Jasne, we śnie wszystko jest możliwe, nie będę się kłócił. Zastanawia mnie tylko, że moje sny bywają zbieżne z wieloma szczegółami opisywanymi przez wierzących gdzie indziej. Jak choćby u Lewisa: ta "prawdziwość" rzeczy łaziła za mną na długo zanim go w końcu przeczytałem. Apokalipsy św. Jana długo nie mogłem strawić, dopóki nie natknąłem się na opis Nowej Jerozolimy, w poetycki sposób opisującej miasto, które widuję w snach. Eldredge także przekazuje pewne wątki, obecne w moich wizjach. Jak choćby przeczucie, że prawa przyrody dostosowują się tam do człowieka.

To tyle. Nie będę nikogo przekonywał, że tak naprawdę jest, ani przedstawiał dowodów. Zamierzam po prostu cieszyć się tymi snami i karmić nimi moją wiarę. Jak powiedział mój ulubiony autor: choćbyśmy nie wiem jak wysilali wyobraźnię, nie zdołamy prześcignąć Boga, gdyż "ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują." (1 Kor 2,9)

5 komentarzy:

  1. Nigdy takiego snu nie miałem, ale jak to opisujesz, to mogę sobie wyobrazić. Chociaż zapewne to moje wyobrażenie nawet w małym stopniu nie przypomina tego, co się naprawdę dzieje w Twoim śnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. kiedyś wszyscy doznamy Bożej Miłości... i oby to były sny prorocze ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne sny :) Takie bogate w treść i obrazy. To świadczy o wrażliwości. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Liam, Bóg daje nam sny aby nas motywować, dawać przedsmak świata który nadchodzi...nie każdemu są one dane, Duch daje tym którym chce...to Jego wola, wielu Muzumanów miewa sny (wizje) w której widzą postać mężczyzny który przedstawia się im jako Jeshua (Jezus). Pamietajmy tylko abyśmy nie stawiali snów na tym samym poziomie co objawienie w Słowie Bożym ,jedynie nasze sny mogą potwieradzać to co już Bóg nam objawił w swoim Słowie. Niech te sny służą tym aby motywować cię bardziej do poznawania Jezusa :)

    OdpowiedzUsuń
  5. mamba21:42

    Marzyciel z kolegi Liama, oj marzyciel... Żeby tak chciało się to spełniać, co?

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.