niedziela, 11 kwietnia 2010

Bóg nie patrzy wstecz

Niedawno coś takiego usłyszałem w homilii i teraz mi się przypomniało, pod wpływem pewnych osobistych przeżyć. I chwała Mu za to!

John Eldredge pisze o "chodzeniu z Bogiem" w sensie modlitwy non-stop, słuchania Jego głosu w swoim sercu i ogólnie życia chrześcijańskiego. Ale - z Bogiem czy bez Niego - nigdzie nie dojdziemy jeśli ciągle będziemy oglądali się za siebie, żałowali dawnych grzechów i zaniedbań...

W sumie chyba najtrudniej nam przyjąć fakt, że odkupienie już się dokonało. Chrystus już zmartwychwstał i już nam przebaczył. Pisał ktoś na blogu przy okazji Wielkiej Nocy, że często nam łatwiej się zatrzymać na Męce niż przyjąć Zmartwychwstanie. No bo co nam właściwie zostaje z tej radości? Msza w Niedzielę Wielkanocną, może chwila wzruszenia, spotkanie z rodziną, jeszcze dyngus w poniedziałek... i wracamy do pracy, do codzienności. Zmieniło się coś? A niby co miałoby się zmienić? W końcu co roku jest to samo.

Tyle, że wystarczy zmienić raz. Siebie, nie świat wokół. Swoje patrzenie na świat. Zacząć żyć tak, jakby każdy dzień był pierwszym: "Oto dziś jest pierwszy dzień z reszty mojego życia." I mogę z nim zrobić wszystko. Oczywiście, pewna refleksja nad przeszłością jest konieczna bo inaczej wciąż popełnialibyśmy te same błędy. Ale i tak je popełniamy, chodzi o pewne przestawienie akcentów.

Uderzyło mnie szczególnie pierwsze czytanie z dzisiejszej Mszy Św:

"Wiele znaków i cudów działo się przez ręce Apostołów wśród ludu. Trzymali się wszyscy razem w krużganku Salomona. A z obcych nikt nie miał odwagi dołączyć się do nich, lud zaś ich wychwalał. Coraz bardziej też rosła liczba mężczyzn i kobiet, przyjmujących wiarę w Pana. Wynoszono też chorych na ulicę i kładziono na łożach i noszach, aby choć cień przechodzącego Piotra padł na któregoś z nich. Także z miast sąsiednich zbiegało się mnóstwo ludu do Jerozolimy, znosząc chorych i dręczonych przez duchy nieczyste, a wszyscy doznawali uzdrowienia." (Dz 5,12-16)

Popatrzcie, jaki to świąteczny klimat. I jakie niesamowite wydarzenia. A jeszcze tak niedawno, ci sami cudotwórcy uciekali spod krzyża, chowali się po domach w strachu o własne życie... Co się zmieniło? Ano, przyszedł Jezus Zmartwychwstały i tchnął na nich Ducha. I nagle ci sami, niedawni zdrajcy i tchórze powstali i zaczęli coś robić. I nagle zaczęło ich być widać aż wszyscy się dziwili. A przecież i my mamy tego samego Ducha. Tylko że my pogrzebaliśmy Go w codzienności.

Zobaczcie, oni właśnie nie patrzą wstecz, nie rozpamiętują swojej zdrady. A przecież dali plamę. Zawiedli Boga tak samo, a może i gorzej niż my. Doprowadzili, czy choćby tylko dopuścili do Jego śmierci. Cóż za wyrzuty sumienia powinni mieć! Czyż nie mieli prawa stanąć w miejscu i bić się w piersi, powtarzać że są niegodni? No są! My też. Tyle że Boga to jakoś nie powstrzymuje przed używaniem nas do swoich celów. Jakoś Go to nie zraża do nas. Żadna nasza zdrada, żadne sprzeniewierzenie, żadne zaniedbanie czy grzech nie są dość silne, by oddzielić nas od Niego. Jak łatwo o tym mówić, a jak cholernie ciężko przyjąć to we własnym życiu?

A może by tak spróbować stanąć przed Nim jeszcze raz, zrzuciwszy z ramion tego garba? Machnąć ręką na to, co dotąd schrzaniliśmy i powiedzieć sobie: dziś zaczynam od nowa, z Tobą, Panie? Już nieważne co dotąd napaprałem w Twoim planie, skoro Ciebie to nie martwi, to i ja przełknę tę żabę i zacznę jeszcze raz żyć, jeszcze raz kochać, jeszcze raz się uczyć? Dla Ciebie nigdy nie jest za późno - nawet łotrowi na krzyżu przyznałeś drugą szansę. Dlaczego nie mnie? Może zostało mi już niewiele życia, ale tę część, która jest przede mną mogę przeżyć zupełnie inaczej. Tylko muszę te swoje zaszłości zostawić tam, na krzyżu, nie dźwigać ich dalej. Otrząsnąć się. Odnaleźć swoje serce i pozwolić Tobie prowadzić się za rękę.

Czy myślicie, że taką postawę Bóg potępi? Czy, jeśli staniecie przed Nim z taką modlitwą, On zacznie Wam wypominać że przecież na razie to to się Wam nie udało, tamtego nie dopilnowaliście, z tym sobie nie poradziliście i w ogóle to... siadaj, pała? To też z dzisiejszej homilii: zamiast wypominać apostołom że dranie i chamy, Jezus powiedział do nich "Pokój wam." Może i chcieli się tłumaczyć, usprawiedliwiać, że przecież Rzymianie, że nie wiedzieli, że było ich zbyt mało... "Pokój wam."

Uspokój się, nie martw. Odrzuć to stare życie, to patrzenie w kategoriach "co ja mogę jeszcze spieprzyć?" Masz Mojego Ducha, masz moc i siłę. Tylko uwolnij Go. Nie zasypuj wyrzutami sumienia, pozwól Mu działać, nie gaś...



15 komentarzy:

  1. mamba21:36

    Właściwie słuszny postulat i gdyby nie był od pana Liama to może bym się nawet podpisał, ale na tym blogu trzeba być ostrożnym.

    Niech pan Liam nie zaleca braku refleksji bo niektórzy mogą pomyśleć że można zlekceważyć każdy grzech bo Bóg i tak zapomni. Ale On ma dobrą pamięć i będzie nas sądził także z tego co zechcemy zapomnieć

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój niezawodny Mambo... Masz rację.

    Tyle, że ja nie zalecam braku refleksji. Ostrzegam jedynie przed zatrzymaniem się na niej. Bo człowiek, przygnieciony klęską, lub tylko miernotą swego dotychczasowego życia ma tendencje do użalania się nad sobą, rozpamiętywania swoich zaniedbań, myślenia bardziej o tym "co trzeba było wtedy zrobić" zamiast "co można zrobić dziś."

    Przyznasz, że taka postawa jest paraliżująca?

    OdpowiedzUsuń
  3. "Ale On ma dobrą pamięć i będzie nas sądził także z tego co zechcemy zapomnieć".
    Mambo,Bog jest, owszem, sprawiedliwy, ale przede wszystkim miłosierny. Jest Miłością, a Ty z Niego robisz prokuratora i sedziego.
    A o tej Jego dobrej pamieci, wręcz pamietliwości skąd wiesz?
    Moj Pan Bog bedzie sądzil ludzi z dobra ktore czynili i rozmnazali, z milosci, ktora dzieki nim czynila ten swiat lepszym.

    OdpowiedzUsuń
  4. I jeszcze jedno, z wlasnego doswiadczenia. Duzo czasu i energii poswiecilam w swoim zyciu na walke z grzechami (zgodnie z zaleceniami wiekszosci księży). Tak duzo, ze juz mi tej energii nie starczalo na czynienie dobra, a i tak wciaz grzeszylam. Odwrocilam wiec porzadek rzeczy - skoncentrowalam sie na rozmnazaniu dobra. I co sie okazalo? Ze pomogło, zaczelam byc lepsza, naprawde.
    A co do pamieci - to tylko taka ma sens, ktora motywuje, a nie zakotwicza; dopinguje i buduje, a nie paralizuje, o czym napisal Liam, pamiec, ktora jest tworcza a nie zatrzymuje w rozwoju.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jaka piękna notka! Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo mi dzięki niej pomogłeś. Oglądałam wczoraj film "Seven" (może widziałeś?) i wieczorem w łóżku drżałam ze strachu przed okrutnym Bogiem i siedmioma grzechami głównymi, o których (aż mi głupio) jakoś zapomniałam. W dodatku od paru dni, otwierając Pismo Święte trafiam na fragmenty karzącego Boga, który nie ma litości dla grzeszników. Paranoja jakaś!
    Także bardzo Ci dziękuję. :) Przeczytam jeszcze kilka razy, może coś dotrze...
    Dobrego dnia! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. mamba19:12

    B-m zaczęłaś być lepsza czy tylko sumienie przestało cię gryźć? Bo jak nie ma walki z grzechem to sumienie głuchnie.

    I bardzo ładnie że pan Liam pomaga ale bojaźń Boża jest potrzebna i nie trzeba jej lekceważyć

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo się cieszę, Absurdalna, że Ci pomogło co napisałem. Filmu nie znam, ale chętnie obejrzę, jeśli polecasz. :)

    A bojaźń Boża, drogi Mambo, to szacunek i pokora przed Bogiem. Dla mnie to także umiejętność zamilknięcia czasem i nie włażenia Bogu w Jego kompetencje, choćby dotyczące wyrokowania o tym kto będzie zbawiony a kto nie zasługuje na ratunek...

    Ty zresztą chyba faktycznie programowo się ze mną nie zgadzasz. Pisałem o świadomości własnego grzechu - nie zgodziłeś się. Teraz piszę że nie powinniśmy zatrzymywać się na tej świadomości - też się nie zgadzasz. Powiedz, czy w ogóle jest coś, za co pogłaszczesz mnie po głowie? :D

    OdpowiedzUsuń
  8. mamba20:09

    Tk jak się nawrócisz ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. A do mnie najlepiej przemawiają słowa Jezusa, że jeśli ktoś ogląda się wstecz, ten nie nadaje się do Królestwa Niebieskiego.
    Trudno jest zapomnieć o przeszłości, a w większości wypadków nawet jest to niemożliwe. Ale gdy będziemy ciągle tylko żyć tym, co było przed naszym zawierzeniem Jezusowi, przed naszym nawróceniem... To bardzo łatwo wpaść wtedy w smutny rodzaj egocentryzmu - w użalanie się nad sobą.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Odpowiem cytatem: "Człowiek osiąga usprawiedliwienie nie dzięki uczynkom wymaganym przez prawo lecz jedynie dzięki wierze w Jezusa Chrystusa." To z listu do Galatów 2:16 Dlatego ja też uważam że rozpamiętywanie złych rzeczy które robiliśmy nie ma większego sensu jeżeli jesteśmy wierzący. Raczej trzeba ufać Jezusowi i Jemu się zawierzać.

    OdpowiedzUsuń
  11. Koniecznie zobacz "Seven", dobry film z ciekawym przekazem, tyle, że niewłaściwie do niego podeszłam. Dziś patrzę bardziej "na trzeźwo" i wyciągam z niego naukę, bez lęku i użalania się.

    :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zgadzam się z b-m że ważniejsze jest czynienie dobra i że Pan Bóg nie jest prokuratorem.

    OdpowiedzUsuń
  13. @ amorek - to dla mnie ma trochę inny wymiar, ale dziękuję za wspis. Może napiszę o tym wkrótce w innej notce.

    @ absurdalna - chętnie, choć u mnie, jak u wszystkich, czasu mało. Ale spróbuję, i podzielę się wrażeniami

    @ mamba...

    No, ja jestem nawrócony. Chyba. Zależy jeszcze na co. W Boga wierzę, Jezusa Chrystusa jak najbardziej, takoż i w Ducha. Nadal wychodzi mi że jestem najbliżej katolicyzmu. Tyle że ten w Twoim wydaniu właśnie mnie odstręcza najbardziej. Już kiedyś wspomniałem, że mi duchowo najbliżej bodaj do Wspólnoty z Taize: chrześcijaństwa bez podziałów...

    OdpowiedzUsuń
  14. mamba22:36

    Brat Roger był katolikiem i obecnie wspólnotą również kieruje katolik brat Alois. Nie jestem zachwycony ich działalnością bo nawet nie mają żadnej własnej teologi i zdają się tylko płynąć na fali najogólniejszych prawd wspólnych wszystkim sektom chrześcijańskim.

    Taize

    OdpowiedzUsuń
  15. Liam, złapałeś to samo co Marcin Luther, a minowicie „rozpoczynania na nowo” według Luthra (i ja tesz tak myśle) wzrastamy w łasce kiedy na nowo odkrywamy piękność krzyża i rezurekcji, każdy dzień jest nowy i na nowo możemy zaczynać żyć nową łaską ktόrą nam Pan daje. Uświęcenie to nie jakiś wskok z etapu mniejszego na większy ale raczej odkrywanie łaski i przebaczenia na nowo każdego dnia. Tak jak manna na pustyni miała być zbierana codziennie a jeśli zostawili na drugi dzień to spleśniała, tak samo my nie możemy żyć wczorajszym dniem, jego łaska jest nowa każdego dnia!

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.